Przyszedł wieczór, gdy zaczynaliśmy się zbierać. W miarę szybko pojawił się autokar i został zapakowany. Po pożegnaniach ruszyliśmy. Jak każdą podróż zaczęliśmy od modlitwy, a później po kilku komunikatach organizacyjnych. Droga się tylko dłużyła. Część z nas oczywiście spała, ale niektórzy czuwali. O poranku za oknami autobusu widzieliśmy już Austrię i niebawem dojechaliśmy do Wiednia. To piękny widok widzieć za oknami wysokie i zaśnieżone Alpy. Jednak na żywo, to nie to samo co w Internecie! Większość z nas była zaspana, ale na krótkim postoju zwiedzaliśmy katedrę św. Szczepana. Następnie (już nieco rozbudzeni) podziwialiśmy miasto z naszego pojazdu. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem tamtejszej architektury. Była stara i piękna. Następnie wjechaliśmy na Kahlenberg, gdzie mieliśmy mszę świętą. Zapewniano nas tam o pięknych widokach. Niestety, tego nie doświadczyliśmy, bo skutecznie przeszkadzała nam mgła. Później ruszyliśmy w dalszą drogę do noclegu, który znajdował się pod Padwą. Po zakwaterowaniu czekała nas syta kolacja.

Następnego dnia po wczesnym i lekkim (jak to we Włoszech) śniadaniu dojechaliśmy do Padwy. Osobiście wolę nasze polskie śniadania.  Zdecydowanie bardziej potrafią mnie nasycić! Z parkingu zawędrowaliśmy do Bazyliki św. Antoniego. Jak co dzień uczestniczyliśmy we mszy świętej. Później zwiedzaliśmy Bazylikę. Największe zainteresowanie wśród zwiedzających, a także wśród nas wzbudzała między innymi kaplica relikwii patrona miejsca,  gdzie były zgromadzone: język, szczęka i struny głosowe św. Antoniego. Przechodziliśmy też obok grobowca świętego, modląc się. Po szybkiej zbiórce ruszyliśmy w dalszą drogę pod Asyż. Ksiądz Dyrektor, jak i część z nas, wieczorami była pochłonięta kanastą.

Trzeciego dnia po śniadaniu przejechaliśmy do Asyżu. Widoki były piękne, a architektura miasta bardzo mi się podobała, bo była głównie oparta na piaskowcu. Tam, gdy podeszliśmy pod górę, zwiedzaliśmy Bazylikę św. Franciszka, gdzie przechodziliśmy przez kryptę, w której jest pochowany święty. Następnie podchodząc jeszcze wyżej, weszliśmy do Bazyliki św. Klary. W tej świątyni ściany pokryte są freskami przedstawiającymi sceny z życia św. Franciszka. Byłem pod wrażeniem tak dobrego stanu technicznego fresków. Warto dodać, że cały Asyż leży na zboczu góry. Po zejściu podjechaliśmy autobusem do miasteczka Santa Maria degli Angeli, gdzie w dużej Bazylice o tym samym wezwaniu (co znaczy: Matka Boska od Aniołów), mieści się mały kościółek zwany Porcjunkulą. Tam przebywał święty przed śmiercią. W korytarzu (dobudowanym współcześnie do Bazyliki) stoi figura św.  Franciszka z rozłożonymi rękami. Co ciekawe – w rękach świętego gniazdo mają białe gołębie i od dobrych kilku lat wychowują tam młode. Później ruszyliśmy do Rzymu, gdzie zwiedzaliśmy tego dnia jeszcze Bazylikę św. Pawła za Murami, gdzie są w niej podobizny i czas pontyfikatu wszystkich papieży Zwiedzaliśmy też Katakumby św. Kaliksta i kościółek Quo Vadis.

Rankiem podjechaliśmy do Rzymu na nocleg, który znajdował się pod miastem. Po ścisłym centrum miasta poruszaliśmy się metrem. W programie mieliśmy do zwiedzania Ogrody i Muzea Watykańskie oraz kaplicę Sykstyńską i Bazylikę  św. Piotra, pierwszego papieża. Byliśmy przy krypcie świętego oraz przy grobie dawnym i obecnym bł. Jana Pawła II. Po południu poznawaliśmy antyczny Rzym,  a w czasie spaceru królowało hasło używane nagminnie przez tamtejszą przewodniczkę: „idziemy, idziemy”. Pani przewodnik chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, że powtarzaniem monotonnie tych słów rozśmiesza całą grupę.  Później nawet ks. Dyrektor powtarzał to do znudzenia. Różniło ich to, że pani przewodnik mówiła to z przyzwyczajenia i nieświadomie, a ks. Dyrektor robił to specjalnie, by rozśmieszyć grupę. Niektórzy narzekali, że będzie im się to śniło po nocach. Później podziwialiśmy Koloseum z zewnątrz i łuk triumfalny stojący obok. Zrobiło to na mnie niesamowite wrażenie – zobaczyć to, co zna się tylko z reklam i obrazków, na żywo. Następnie powędrowaliśmy do kościoła, gdzie znajdują się święte schody, którymi szedł Chrystus przed i po osądzeniu. Przechodziliśmy po nich na kolanach i w modlitwie.

Piątego dnia od rana wszyscy byliśmy podekscytowani, gdyż po śniadaniu przez całe przedpołudnie byliśmy na audiencji generalnej z Ojcem Świętym Benedyktem XVI. Długo czekaliśmy, ale jak się później okazało – było warto. Gdy wyczytano naszą szkołę jako uczestnika audiencji, wykrzyczeliśmy naszą maksymę: Ad maiora natus sum. Chyba każdy z nas marzył o takiej chwili. Później zwiedzaliśmy barokowy Rzym: Fontanna di Trevi, Panteon. Następnie poszliśmy do kościoła św. Andrzeja na Kwirynale, gdzie jest grobowiec i cela śmierci naszego patrona, świętego Stanisława Kostki. Było to dość interesujące, bo myślę, że warto być tam,  gdzie umierał święty kilka lat starszy od nas.

Następnego dnia po śniadaniu ruszyliśmy dalej ku równikowi, na Monte Casino, gdzie zwiedzaliśmy cmentarz i opactwo św. Benedykta. Jest to duże przeżycie być w miejscu, o którym się tyle słyszy na lekcjach historii. Później przejechaliśmy do miasteczka Lanciano, gdzie miał miejsce cud eucharystyczny. Na oczach wątpiącego w przeistoczenie kapłana hostia zmieniła się w część tkanki mięśnia sercowego, wino w najprawdziwszą krew. Następnie wróciliśmy do naszego pojazdu i  dojechaliśmy do noclegu w San Giovani Rotondo.

Dzień rozpoczęliśmy wczesną mszą w kościele, gdzie spowiadał, odprawiał mszę św. Ojciec Pio. Po śniadaniu zajechaliśmy do Loreto, miejscowości, w której zwiedziliśmy Bazylikę Domku Nazaretańskiego, wokół którego krążą różne legendy. Po wspólnej modlitwie przeszliśmy na polski cmentarz. Myślę, że to naprawdę niesamowite przeżycia, bo przecież w ciągu tygodnia nie stoi się nigdy przed kryptami tylu świętych.

Po śniadaniu podjechaliśmy do Wenecji. Po przejechaniu na wyspy autobus musiał stać, więc my przemieszczaliśmy się łódkami. Na początku odwiedziliśmy dwie wyspy: Murano i Burano. Podziwialiśmy tam piękne i drogie wyroby ze szkła weneckiego oraz koronki, których wyrabianie jest tam tradycją. W kilku miejscach można było zobaczyć krzywe wieże kościołów, ponieważ grunt nie wytrzymywał pod ich ciężarem. Następnie Wenecja zaskoczyła nas swoją niecodzienną odsłoną. Była zalana. Był to niezapomniany widok i Wenecja na pewno utkwi mi w pamięci. Na chodnikach były ustawione ławki, by nie chodzić w wodzie. W ten sposób zobaczyliśmy: Most Westchnień, Most Rialto, Wieżę Zegarową i później powróciliśmy na Plac św. Marka. W Bazylice Świętego mieliśmy mszę świętą, po której kierowaliśmy się ku autobusowi. Niestety część z nas miasto to poznała jedynie z opowieści i zdjęć,  gdyż została w autobusie z powodu problemów zdrowotnych, które dokuczały w dwie ostatnie noce pielgrzymki.

Gdy wstawał świt przejeżdżaliśmy już przez Czechy i Polskę. Ku naszemu zdumieniu leżało już tam dość dużo śniegu, a my we Włoszech mieliśmy ciepło i słonecznie. Wszyscy byli zdezorientowani, iż w nocy spędzonej w autobusie zmienialiśmy czas na zimowy. Około wpół do jedenastej nowego czasu szczęśliwie dojechaliśmy do Poznania.

opracował: Łukasz Jauksz